Gotowa typówka

W tym felietonie chcę poruszyć temat projektów gotowych, typowych czy też jak to niektórzy mówią powtarzalnych. W internecie jest całe zatrzęsienie stron poświęconych tymże projektom. Od razu mamy do wyboru styl, wygląd i układ funkcjonalny domu. Ponadto wiemy ile będzie kosztował, możemy dobrać „opcje” jak w salonie samochodowym, zamówić i się budować. Ale zaraz… Budować? O nie! Nie tak szybko. Żeby móc się „budować” trzeba zaadaptować projekt typowy. A więc potrzeby będzie nam architekt z uprawnieniami wraz z konstruktorem i branżystami. Dobrze, znajdujemy takiego kogoś. Kolejny krok to obowiązkowe zmiany w „typówce” no bo na 99% projekt nam nie opowiada. No bryła, kolory i cena są w porządku ale skoro kupiliśmy to co nieco sobie pozmieniamy (taki „współudział” w projektowaniu). Oczywiście możemy to zrobić bo za w czasu autor projektu zgodził się praktycznie na wszelkie zmiany. Mniejsza o ścianki działowe i materiał pokrycia dachu. Zgodził się na zmianę gabarytów obiektu, kształt okien, ogólnie rzecz ujmując na wszystko co nam się zamarzy. A jeśli nie ma czegoś na liście dopuszczalnych zmian to i tak biuro sprzedające nam gotowca dośle pismo pozwalające na ich wprowadzenie.

Z prawnego i technicznego punktu widzenia i tak odpowiedzialność będzie ponosił autor adaptacji a nie autor projektu. A więc zmieniamy. Tu poszerzymy, nam podniesiemy ścianki poddasza, pozmieniamy okna itd. Pamiętajmy, że w naszej wyobraźni mamy wciąż ten sam piękny projekt z dobrą wizualizacją, luksusowym autem na podjeździe w pięknym otoczeniu. Nie znam projektantów, którzy by robili wizualizację projektu po zmianach. Budujemy. I z każdym etapem dochodzimy do wniosku (choć nie zawsze), że coś jest nie tak. Domek z obrazka wydaje się inny, jakiś nieproporcjonalny ale ciągle mamy nadzieję, że będzie dobrze. Koniec budowy. W wielu przypadkach okazuje się, że piękna wizualizacja okazała się klapą, zmiany wprowadzone przez nas może i były fajne na papierze ale nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. No i dochodzimy do sedna felietonu. Chcecie mieszkać w wymarzonym domu. Będzie kosztował was mnóstwo pieniędzy, czas i nerwów. A na samym początku spaliliście temat kupując gotowca i go pochopnie zmieniając. Proporcje to jedno, zmiany konstrukcyjne drugie. Dodajmy zrobienie adaptacji na szybko i bez przemyślenia i macie zagwarantowane problemy na budowie. Nie będę się o nich rozpisywał bo to temat na kolejny felieton. Zaoszczędziliście trochę pieniędzy na wstępie co zemści się na was w trakcie realizacji. Poza tym załóżmy, że pomieszkacie w tym domu 10-15 lat i będziecie co dzień na niego patrzeć. Będą patrzeć też inni i jeśli będzie w miarę OK to pół biedy. Ale jeśli ktoś się zna na architekturze… To tak jak kupić jakąś potrzebną rzecz ale nie markową tylko budżetową. Prędzej czy później dokupicie tą pierwszą a cena wyniesie sumę obu. Wasz wybór. Nie wiem czy wiecie ale w krajach wysoko rozwiniętych (nie, jeszcze nie w Polsce) projekty typowe są przeznaczone dla najuboższych warstw społeczeństwa a także na potrzeby realizacji budynków socjalnych. Na zachodzie i za wielką wodą architekt jest kimś. A u nas budzi zdziwienie, że dom projektuje architekt a nie jest to typówka z kolorowego katalogu. To niestety wpływ okresu socjalizmu który ograniczał wolne zawody a nasi najlepsi projektanci wyjeżdżali za granicę aby rozwinąć skrzydła. Mówię tu o okresie postmodernizmu, który nie jest tak odległą epoką.

Podsumowując. Jeżeli zależy wam na domu wyjątkowym i niepowtarzalnym wybierzcie projekt indywidualny skrojony na miarę. Jeśli chcecie typówkę odsyłam do mojego felietonu pt. „Kiczowatość wszechpolska”.